Budzi mnie dźwięk budzika. Godzina 7:00. Wstaję i wsuwam na siebie koszulę oraz ciemnoniebieski sweterek, który zastępuje mundurek w mojej szkole. Uczniowie muszą nosić go tylko pierwszego dnia, w pozostałe dni nie ma takiego obowiązku. Wyglądam prze okno. Nowy Jork wygląda cudownie rano, szczególnie, kiedy pada deszcz. Tak jak dzisiaj. Schodzę na dół. Moich rodziców nie ma, a po salonie krząta się starsza kobieta niskiego wzrostu.
- Dzień dobry panienko - mówi piskliwym głosem - Państwo Williams prosili abym dopilnowała, aby panienka nie wyszła głodna i naga - wyjaśnia.
Uśmiecham się.
- Dzień dobry - odpowiadam - Jestem już trochę spóźniona.
Kiedy wypowiadam te słowa pokojówka znika w kuchni i po chwili wraca z kanapką i bidonem wypełnionym ciepłą herbatą.
- Dziękuję - mówię, chowając podarunek do swojej torby - Będę już lecieć. Do widzenia!
Narzucam na siebie płaszcz i wybiegam pośpiesznie z budynku. Na parkingu przed apartamentowcem stoi limuzyna. Szofer otwiera tylne drzwi pojazdu i uśmiecha się do mnie.
- Pani rodzice poprosili mnie o przetransportowanie pani do szkoły - mówi.
Jeszcze jakąś godzinę temu ominęłabym kierowcę i podziękowała za podwózkę. Ale teraz kiedy jestem prawie spóźniona pozwalam sobie na odrobinę luksusu.
- Okej - odpowiadam i pośpiesznie wskakuję do limuzyny.
Po kilku minutach jestem już na miejscu. Szkoła do której mam uczęszczać to jedna z najlepszych szkół prywatnych na Manhattanie. Wysiadam z limuzyny i pędem ruszam w stronę budynku. Pokonuję kilkanaście stopni marmurowych schodów i pośpiesznie wchodzę do środka. Wewnątrz jest trochę cieplej, po kątach porozstawiały się grupki uczniów oczekujących przed salą, gdzie odbędzie się ceremonia rozpoczęcia nowego roku szkolnego oraz uroczystość powitalna dla pierwszych klas. Po mojej prawej stronie, na ścianie wisi tablica ogłoszeń, na której szpilką przypięta jest lista uczniów wyznaczona do mojej klasy. Przyglądam się dokładnie spisowi nazwisk z góry na dół, gdy nagle czuję jak ktoś szarpie mnie za ramię.
- Przesuń się - rozkazuje drażniący, dziewczęcy głos za mną - Nie jesteś ze szkła.
Dziewczyna pchnie mnie na bok, na szczęście niezbyt mocno, ale i tak muszę oprzeć się o ścianę, bo tracę równowagę. Blondynka wpycha się przede mną zasłaniając mi cały widok na listę.
- Nie przejmuj się - słyszę kolejny głos tym razem nieco milszy - Jestem Grace, a ta laska przed tobą to Mandy Curls. - szepcze wskazując na dziewczynę, która przed chwilą wcisnęła się przede mną.
Grace jest uśmiechnięta. Jej brązowe włosy ułożone w fale elegancko opadają na ramiona. Jest ode mnie wyższa i szczuplejsza, przez co sprawia wrażenie dużo starszej.
- Chodź na salę. Już zaczynają wpuszczać - łapie mnie za rękę i wprowadza do środka.
Podłoga sali wyłożona jest wykładziną, a na środku stoi stół przy którym stoi kobieta w średnim wieku o ciemnej karnacji. Cała sala jest już zapełniona więc Grace i ja przeciskamy się przez tłum i ustawiamy się na przeciwko stołu pod ścianą.
- Witam uczniów naszej prestiżowej szkoły prywatnej - przemawia do nas kobieta z opalenizną - spotkaliśmy się tutaj aby jak co roku uroczyście rozpocząć kolejny rok nauki.
Rozglądam się na około. W kilku rzędach stoją uczniowie przebrani w niebieskie sweterki. Mój wzrok ląduje na chłopaku, który łapie ze mną kontakt wzrokowy. Jego ciemne oczy są pełne głębi. Chłopak jest wysoki, dobrze zbudowany, a jego skóra lekko opalona. Odwracam głowę. Lekko szturcham Grace.
- Kim jest ten chłopak po prawej? - pytam.
- Ten wysoki?
Przytakuję skinieniem głowy.
- Och to Drew - szepcze - Zainteresowana? Śpiesz się bo dziewczyny ustawiają się w kolejce - dopowiada.
- Nie... - spuszczam wzrok - Nie jestem zainteresowana - odpowiadam szybko.
Po ceremonii i spotkaniu z wychowawcą ja i Grace nie spotykamy się więcej. Więc gdy tylko wychodzę ze szkoły udaje mi się złapać taksówkę, która podwozi mnie pod sam apartament.
piątek, 25 lipca 2014
wtorek, 22 lipca 2014
Rozdział 2
Nasze mieszkanie znajduje się na najwyższym piętrze apartamentowca. Cała nasza trójka wpakowuje się wraz z bagażami do windy. Już po kilku minutach znajdujemy się na naszym piętrze, a matka jako pierwsza podchodzi do drzwi z numerem "2335" i aplikuje kartę w czytniku, który znajduje się na ścianie zaraz obok framugi. Drzwi otwierają się z lekkim trzaskiem.
Wchodzimy do środka. Wewnątrz unosi się zapach trawy cytrynowej. Na ścianach wiszą abstrakcyjne obrazy. Jednak moją uwagę przyciąga jeden, zupełnie różniący się od pozostałych. Jest nim portret, wiszący na ścianie naprzeciwko. Przedstawia on kobietę w średnim wieku, której kruczoczarne włosy miejscami pokryła już lekka siwizna. Pod obrazem widnieje złota plakietka z napisem "Jeśli myślisz, że wszystko jest łatwe, napotkasz tylko trudności". Długo wpatruję się w twarz postaci na obrazie, mam wrażenie, że gdzieś już ją widziałam. Przechodzę dalej. W korytarzu oddzielającym kuchnię od pokoju wisi lustro. Ukradkiem spoglądam na swoje odbicie. Nigdy nie przywiązywałam wagi do swojego wyglądu. Moje blond włosy są teraz nieco dłuższe i jaśniejsze. Ale wciąż sięgają mi tylko do ramion. Przeczesuję włosy palcami, skręcam w prawo i przechodzę do kolejnego pomieszczenia. Ten w porównaniu do reszty wydaje się być jeszcze bardziej elegancki i stylowy. Wewnątrz znajduje się wielka sofa obita drogim materiałem, rzeźba kobiety chyba tej samej co na portrecie w przedpokoju, ale nieco młodszej, na środku, na gustownym dywanie stoi stolik, obok niego, w większych odstępach stoją fotele. Wszystko to jest nowe i piękne. Jakby czekające na swojego właściciela.
- Podoba ci się nasz nowy salon? - pyta tata - Widzę, że dokładnie przestudiowałaś całe mieszkanie - odchrząkuje - Sprawdź swój pokój. Piętro wyżej, drugie drzwi na lewo.
Spoglądam na ojca. Jest dumny z siebie. Nie zamierzam mu przeszkadzać. Nie zamierzam odbierać mu tej dumy. Teraz jestem zadowolona, że przeprowadziliśmy się w to miejsce. Może przynajmniej on odnajdzie tu siebie i osiągnie upragniony cel. Wspinam się po schodach na górę i według instrukcji kieruję się do drugich drzwi po lewej stronie.
Wchodzę do środka. Przede mną stoi duże łóżko z baldachimem. Po prawej stronie w kącie znajduje się drewniane biurko, a po jego przeciwnej stronie drzwi balkonowe prowadzące na taras. Wychodzę na zewnątrz. Jest już ciemno i dosyć zimno. Opieram się o barierkę i spoglądam przed siebie. Wiem co jutro mnie czeka, nowa szkoła.
Wchodzimy do środka. Wewnątrz unosi się zapach trawy cytrynowej. Na ścianach wiszą abstrakcyjne obrazy. Jednak moją uwagę przyciąga jeden, zupełnie różniący się od pozostałych. Jest nim portret, wiszący na ścianie naprzeciwko. Przedstawia on kobietę w średnim wieku, której kruczoczarne włosy miejscami pokryła już lekka siwizna. Pod obrazem widnieje złota plakietka z napisem "Jeśli myślisz, że wszystko jest łatwe, napotkasz tylko trudności". Długo wpatruję się w twarz postaci na obrazie, mam wrażenie, że gdzieś już ją widziałam. Przechodzę dalej. W korytarzu oddzielającym kuchnię od pokoju wisi lustro. Ukradkiem spoglądam na swoje odbicie. Nigdy nie przywiązywałam wagi do swojego wyglądu. Moje blond włosy są teraz nieco dłuższe i jaśniejsze. Ale wciąż sięgają mi tylko do ramion. Przeczesuję włosy palcami, skręcam w prawo i przechodzę do kolejnego pomieszczenia. Ten w porównaniu do reszty wydaje się być jeszcze bardziej elegancki i stylowy. Wewnątrz znajduje się wielka sofa obita drogim materiałem, rzeźba kobiety chyba tej samej co na portrecie w przedpokoju, ale nieco młodszej, na środku, na gustownym dywanie stoi stolik, obok niego, w większych odstępach stoją fotele. Wszystko to jest nowe i piękne. Jakby czekające na swojego właściciela.
- Podoba ci się nasz nowy salon? - pyta tata - Widzę, że dokładnie przestudiowałaś całe mieszkanie - odchrząkuje - Sprawdź swój pokój. Piętro wyżej, drugie drzwi na lewo.
Spoglądam na ojca. Jest dumny z siebie. Nie zamierzam mu przeszkadzać. Nie zamierzam odbierać mu tej dumy. Teraz jestem zadowolona, że przeprowadziliśmy się w to miejsce. Może przynajmniej on odnajdzie tu siebie i osiągnie upragniony cel. Wspinam się po schodach na górę i według instrukcji kieruję się do drugich drzwi po lewej stronie.
Wchodzę do środka. Przede mną stoi duże łóżko z baldachimem. Po prawej stronie w kącie znajduje się drewniane biurko, a po jego przeciwnej stronie drzwi balkonowe prowadzące na taras. Wychodzę na zewnątrz. Jest już ciemno i dosyć zimno. Opieram się o barierkę i spoglądam przed siebie. Wiem co jutro mnie czeka, nowa szkoła.
Rozdział 1
Koniec lata. Nadchodzi jesień. Park widoczny z okna w moim pokoju powoli poddaje się rdzawej armii liści. Moja mama wraz z ojcem prowadzą dużą firmę w Nowym Jorku, dlatego musimy się tam przenieść. Niezbyt odpowiada mi taka decyzja, ale nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia. Kolejne rzeczy do spakowania. Życie na tobołkach i walizkach. I bycie znowu tą "nową" w szkole. No trudno, trzeba to przeboleć. Upycham resztę ubrań do walizki a ostatni kaszmirowy sweterek z reszty gromadki ubrań zakładam na siebie.
- Spakowana? - pyta mama gdy gramolę się z walizką na dół po schodach - Jesteś pewna, że wszystko zabrane?
- Tak - wyduszam z siebie - Jestem gotowa - mówiąc to podaję bagaż stojącemu obok tacie.
- Słuchaj Amber jakoś ci to wynagrodzimy - mówi - To raczej nasza ostatnia przeprowadzka - odbiera walizkę i wychodzi na zewnątrz.
Gdy tylko przekracza próg domu spoglądam na mamę.
- Raczej ostatnia? - cytuję słowa ojca - chyba na pewno - spoglądam na mamę. Mój ton głosu ani na chwilę nie brzmiał złośliwie czy gorączkowo.
- Jeszcze nie mamy pewności - mówi spoglądając na mnie z wyrzutem. Jak bym powiedziała coś nie stosownego.
- Jak zwykle - odpowiadam oschle.
Matka jako pierwsza opuszcza budynek i czeka na zewnątrz aż ja zrobię to samo. Jednak ja na sekundę przystaję przy drzwiach i "otulam" swoim wzrokiem całe mieszkanie. Teraz wydaje się dużo większe i bardziej przestronne niż zwykle. Kończę swoją obserwację i powtarzam sobie w myślach "Robię to dla rodziców". Wychodzę pośpiesznie, a moja mama zamyka dom. Przechodzimy przez chodnik i kierujemy się na prawo, tam gdzie znajduje się jedno z eleganckich aut ojca. Wyruszamy.
Pierwsze pięć minut wsłuchuję się w historyjki ojca o tym, że będziemy mieszkać w apartamencie, który znajduje się w centrum Nowego Jorku. Matka opowiada, że mieszkanie tam to same plusy, blisko szkoła, centrum handlowe kilka przecznic dalej, biblioteka dość blisko i kawiarnia zaraz obok szkoły. Jedyne co mnie zadowoliło w tej opowieści to tylko ta kawiarnia. Nic więcej. Więc po kilkunastu minutach zakładam słuchawki, włączam muzykę i patrzę na krajobraz za szybą.
Mija kilka godzin. Budzi mnie odgłos ruchliwej ulicy. Uświadamiam sobie, że spałam około dwóch godzin, bo cała lista piosenek na odtwarzaczu już przeszła, a utwory lecą od początku. Nasz samochód parkuje na parkingu przed ogromnym apartamentowcem.
- Jesteśmy na miejscu Amber - informuje mnie tata.
- Jak długo jechaliśmy? - pytam.
- Niecałe cztery godziny - odpowiada szybko i wysiada z auta.
Sama robię to samo, aby lepiej przyjrzeć się budynkowi przede mną. Jest niezwykle wysoki, zamiast tradycyjnych drzwi wbudowane ma obrotowe, po których lewej i prawej stronie stoją rośliny umieszczone w eleganckich doniczkach.
- I jak się podoba? - pyta ojciec, wyjmując z bagażnika nasze walizki. - Robi wrażenie, co?
Jeszcze przez kilka sekund wpatruję się w apartament, a później przerzucam wzrok na ojca.
- Może być - wypalam, chociaż wiem, że chciałby usłyszeć coś innego.
_________________________________________
To moje pierwsze opowiadanie, więc proszę Was o wyrozumiałość :)
- Spakowana? - pyta mama gdy gramolę się z walizką na dół po schodach - Jesteś pewna, że wszystko zabrane?
- Tak - wyduszam z siebie - Jestem gotowa - mówiąc to podaję bagaż stojącemu obok tacie.
- Słuchaj Amber jakoś ci to wynagrodzimy - mówi - To raczej nasza ostatnia przeprowadzka - odbiera walizkę i wychodzi na zewnątrz.
Gdy tylko przekracza próg domu spoglądam na mamę.
- Raczej ostatnia? - cytuję słowa ojca - chyba na pewno - spoglądam na mamę. Mój ton głosu ani na chwilę nie brzmiał złośliwie czy gorączkowo.
- Jeszcze nie mamy pewności - mówi spoglądając na mnie z wyrzutem. Jak bym powiedziała coś nie stosownego.
- Jak zwykle - odpowiadam oschle.
Matka jako pierwsza opuszcza budynek i czeka na zewnątrz aż ja zrobię to samo. Jednak ja na sekundę przystaję przy drzwiach i "otulam" swoim wzrokiem całe mieszkanie. Teraz wydaje się dużo większe i bardziej przestronne niż zwykle. Kończę swoją obserwację i powtarzam sobie w myślach "Robię to dla rodziców". Wychodzę pośpiesznie, a moja mama zamyka dom. Przechodzimy przez chodnik i kierujemy się na prawo, tam gdzie znajduje się jedno z eleganckich aut ojca. Wyruszamy.
Pierwsze pięć minut wsłuchuję się w historyjki ojca o tym, że będziemy mieszkać w apartamencie, który znajduje się w centrum Nowego Jorku. Matka opowiada, że mieszkanie tam to same plusy, blisko szkoła, centrum handlowe kilka przecznic dalej, biblioteka dość blisko i kawiarnia zaraz obok szkoły. Jedyne co mnie zadowoliło w tej opowieści to tylko ta kawiarnia. Nic więcej. Więc po kilkunastu minutach zakładam słuchawki, włączam muzykę i patrzę na krajobraz za szybą.
Mija kilka godzin. Budzi mnie odgłos ruchliwej ulicy. Uświadamiam sobie, że spałam około dwóch godzin, bo cała lista piosenek na odtwarzaczu już przeszła, a utwory lecą od początku. Nasz samochód parkuje na parkingu przed ogromnym apartamentowcem.
- Jesteśmy na miejscu Amber - informuje mnie tata.
- Jak długo jechaliśmy? - pytam.
- Niecałe cztery godziny - odpowiada szybko i wysiada z auta.
Sama robię to samo, aby lepiej przyjrzeć się budynkowi przede mną. Jest niezwykle wysoki, zamiast tradycyjnych drzwi wbudowane ma obrotowe, po których lewej i prawej stronie stoją rośliny umieszczone w eleganckich doniczkach.
- I jak się podoba? - pyta ojciec, wyjmując z bagażnika nasze walizki. - Robi wrażenie, co?
Jeszcze przez kilka sekund wpatruję się w apartament, a później przerzucam wzrok na ojca.
- Może być - wypalam, chociaż wiem, że chciałby usłyszeć coś innego.
_________________________________________
To moje pierwsze opowiadanie, więc proszę Was o wyrozumiałość :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)